Instrukcja obsługi ciała

Ciało ludzkie jest doskonałe. Bez względu na to, czy bliższa Ci jest teoria wielu milionów lat ewolucji czy skłaniasz się raczej za boskim dziełem stworzenia, nasze ciała są doskonałe. Albo inaczej…. mają potencjał do doskonałości. Nie wierzysz?

Obserwujesz niesamowite wyczyny sportowych szaleńców w Internecie, przekraczających wszelkie możliwe granice (czasem także rozsądku). Widzisz walkę sportowców na paraolimpiadach, którzy wprowadzają w zakłopotanie Ciebie siedzącego na kanapie. Zachwycasz się lekkimi jak piórko piruetami moskiewskiej primabaleriny, albo zastanawiasz się jak to możliwe, że drobny Chińczyk podniesie ciężar będący trzykrotnością jego własnej wagi. Wiesz dlaczego? Ano właśnie dlatego, że ciało ludzkie jest doskonałe i nawet jeśli stawia Ci jakieś granice (tu akurat ciało jest mądre), to skrywa w sobie gigantyczny potencjał do rozwoju. Aby go wydobyć, musisz tylko nauczyć się jego instrukcji obsługi.  Opisani powyżej już ją znają 🙂

DSC_0099

Jak to się dzieje, że znamy bardzo trudne równania matematyczne, potrafimy naprawić maszynę do budowy konstrukcji, którą ktoś bardzo mądry jeszcze zaprojektuje, a nie znamy podstawowych nazw własnych części ciała? Idąc do lekarza lub fizjoterapeuty zawsze możesz pokazać, że „boli mnie o właśnie tu” (w tym momencie dotykasz ręką felernego miejsca), ale chyba przyznasz, że po nudnej lekcji biologii 15 lat temu można by wiedzieć jednak coś więcej.

Choćbyś nie wiem jak bardzo był oczytany, budowa pantofelka (tak, tego pierwotniaka) nie jest Ci tak bardzo potrzebna jak znajomość własnej fizjonomii, podstawowych praw biomechanicznych, czy praw, jakimi rządzi się ruch w ciele. Ty jesteś jedynym użytkownikiem swojego własnego ciała i jego instrukcje obsługi powinieneś / powinnaś mieć w małym palcu.

Zapytasz: „po co?”, skoro tak, jak są specjaliści od prawa, sprzedaży, finansów czy mechaniki samochodowej, tak są specjaliści od pracy z ciałem (trenerzy ruchu, fizjoterapeuci, lekarze i inni), do których zawsze możesz się udać, jeśli wystąpi problem.  Ano po to, że kiedy budzisz się rano, to pierwszą rzeczą (prawdopodobnie) jaką zrobisz będzie przewrócenie się na bok, wstanie z łóżka i pójście do łazienki. Nie zrobi tego za Ciebie prawnik, doradca finansowy czy mechanik samochodowy. Zrobisz to Ty sam. Zrobisz to dobrze, albo źle.  Tylko czy wiesz, gdzie leży granica między tymi pojęciami?

DSC_0119-2

Przypuśćmy, że Twoja lekcja biologii zakończyła się na znajomości nazw podstawowych członków ciała i wiesz już, że podudzie to tak zwana łydka, a nie tylna strona uda (ta, na której siedzisz :)). Swoje życie zawodowe związałeś z pracą przy biurku minimum 8 godzin dziennie, po których to czeka Cię rodzinny obiad przy wielkim stole, a później planszówka z dziećmi. W międzyczasie jeszcze wyskoczysz pobiegać, ale tak szybciutko, żeby zdążyć na wieczorną Ligę Mistrzów z kumplami. To bieganie to też tak, żeby tylko się ruszyć, bo na więcej nie masz czasu.

Czy wiesz jak? W sumie nie, niby coś było w podstawówce na lekcji w-f, (różowe lata 90.), nauczono Cię nawet przysiadu czy pompki, od których zaczynasz tak zwaną rozgrzewkę…. Ale czy na pewno?? Po tym bieganiu, oczywiście bez wyrzutów sumienia przyjmiesz kufelek dobrej jakości niszowego piwa, bo nie tylko umili czas meczu, ale także uśmierzy ból Achillesa, który wystąpił po 10 minutach leniwego truchtania na zmianę ze sprintem na zielonym świetle przy przejściu dla pieszych. Bo znalazłeś czas już tylko na prysznic, a rozciąganie zostawiasz akrobatom. Tobie to nie jest przecież potrzebne, nie po takim bieganiu.  Ale czy na pewno?

nj

Przypuśćmy, że uwielbiasz sport i aktywność fizyczna towarzyszy Ci od małego dziecka. Gra w piłkę nożną czy siatkówkę z drużyną, badminton wieczorami z rodzicami i pełne radości wypady rowerowe nad jezioro to wspomnienie Twojego dzieciństwa i beztroskiego czasu liceum. Mimo tego, że poszedłeś na specjalistyczne studia ekonomiczne, po których to robisz karierę w bardzo stresującej korporacji, zdarza Ci się, że wyskoczysz na partyjkę squasha albo na siłownie z kumplami – Twoja miłość do ruchu nie zgasła.

Wieczorami rozwijasz swoja pasję oglądając filmiki na YouTube albo Instagramie, jak świetnie zbudowani panowie lub panie o niewiarygodnych kształtach pokazują ćwiczenia. Ale oglądasz to bez dźwięku, bo ukochana śpi obok. Następnego dnia rano jedziesz do pobliskiego klubu fitness, siadasz na maszynach lub kładziesz się ma macie i ćwiczysz…… Ten ból szyi po treningu? Na pewno źle spałeś, a noc była za krótka (ach te filmiki…). No i praca jest stresująca. Bolący nadgarstek i kłucie pod łopatką? Na pewno od tych godzin spędzonych przed komputerem. Ból w plecach i pośladkach? Bo podróż w delegację była długa. Ale czy na pewno?

 

body

 

Przypuśćmy, że od zawsze byłaś molem książkowym i z tym związałaś swoją przyszłość – praca w bibliotece, wieczorki literackie i targi książki to świat, który daje Ci spełnienie. Ale trafiasz na zajęcia z kategorii body & mind w niewielkim studio w Twoim mieście, na które zgarnęła Cię przyjaciółka. Po kilku lekcjach, po których odczuwasz mniejsze drętwienie w karku oraz lżejsze poranki po wstaniu z łóżka doznajesz olśnienia – chcesz wiedzieć jak to się dzieje!

Mimo obszernej biblioteczki domowej, atlasu anatomicznego brak. Ale zaraz, zaraz…. jest Internet, są kursy i szkolenia. Zapisujesz się, jedziesz, przerabiasz techniki, poznajesz ruch. Rozwijasz się i szkolisz. Pasja numer dwa odnaleziona! Po godzinach pracy w bibliotece rozważasz prowadzenie zajęć na zastępstwo za ciężarną instruktorkę i przejmujesz grupy 50+. Wielka radość i entuzjazm, do czasu aż starsza Pani zacznie zgłaszać ból w ramieniu. Inna zawroty głowy. Jeszcze inna powrót rwy kulszowej. Co robić? Przecież jesteś wyszkolona, galeria certyfikatów zdobi Twój salon, wiesz, co robisz. Ale czy na pewno?

MAR_2226-2.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Powyższe przykłady stanowią pewien zabawny obraz sytuacji, z jakimi to zdarzyło mi się spotkać na swojej ścieżce zawodowej.  Być może brzmią nieprawdopodobnie i uznasz je na wyrost, ale pokazują istotę znajomości obsługi ciała. Wspomniana już lekcja biologii w liceum, nawet na poziomie rozszerzonym oraz 3 godziny archaicznego w-f’u niestety nie stanowią dobrej bazy do tego, by móc powiedzieć „znam się na ruchu”.

Poznawanie tajemnic ludzkiego ciała to wielka, niekończąca się podróż, która musi mieć solidne fundamenty. „Praca u podstaw” jest pojęciem szerokim i niezwykle ważnym, wychodzącym poza przerabianą na języku polskim „Lalkę” Bolesława Prusa. Zwłaszcza, jeśli ta praca związana jest z żywą maszyną, o której popsucie nietrudno, gorzej jednak z naprawą. Ruch, będący największą siłą leczniczą człowieka oraz synonimem życia na świecie musi być mądry, przemyślany, oparty na racjonalnych, naturalnych prawach biomechanicznych.

Do tego poparty solidną znajomością anatomii i funkcji, które są od siebie dwukierunkowo zależne (struktura definiuje funkcję, funkcja – strukturę). Każda praca powinna mieć jednak swój początek, bo nic nie zrobi się samo. Oto co musisz zrobić – zacząć. Ale czy na pewno? TAK, na 100%! 🙂

Zapraszamy serdecznie do Centrum Bodywork® na szkolenie ze specjalizacji Basic Personal Trainer, które stanowi bazę i rozpoczęcie Twojej drogi na ścieżce do poznania działania doskonałej maszyny – ludzkiego ciała. Dowiedz się więcej o tym szkoleniu klikając w odnośnik.

 

Autorka artykułu:

mgr Aleksandra Kaczmarek BIO
Główny fizjoterapeuta Centrum Ruchu i Terapii BODYWORK
Medyczny Trener Personalny, Specjalista Pilatesu, Szkoleniowiec.

Poprzedni artykuł

Stopa funkcjonalna

Następny artykuł

Plyometria

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *